piątek, 17 lipca 2015

Kilka słów o mnie

Od zawsze lubiłam pisać, przelewać myśli na papier, tudzież klawiaturę. W czasach szkolnych nawet całkiem dobrze mi to wychodziło. Na dziennikarskich studiach również. Prace dyplomowe uzyskały wyróżnienie. Zaczęłam współpracować z magazynem "Przegląd Gastronomiczny", aby dzielić się z innymi swoją wiedzą nt. produktów alkoholowych i podróży za smakami. W poprzedniej pracy załapałam się do kolegium redakcyjnego zakładowego pisma. Później okazjonalnie pisałam coś do portalu podróżniczego. Aż w końcu nadszedł czas na Buena Vida.
Jako, że nie potrafię, a nawet i nie chcę zamknąć się w jednym temacie bloga, dlatego z góry informuję, że Buena Vida nie traktuje tylko i wyłącznie o jednej sprawie, np. o macierzyństwie, gotowaniu, byciu perfekcyjną panią domu, robieniu makijażu, ekstremalnych podróżach. Oczywiście nie mam żadnych obiekcji w stosunku do blogów tematycznych, prowadzą je ludzie z pasją i doświadczeniem w swojej dziedzinie i szacunek im za to. Natomiast ja nigdy nie potrafiłam skupić się tylko na jednej rzeczy. Już od najmłodszych lat miałam kilka pasji, które spójnie ( albo i nie ) przeplatały się w moim codziennym grafiku zajęć. Moja kochana Mama, uosobienie cierpliwości i zrozumienia mojej multi osobowości, niekiedy ze zdumieniem patrzyła na te moje wszechstronne działania.

W życiu dorosłym nie jest inaczej. Zawodowym tym bardziej. Moje CV to nie klasyczne, szablonowe CV osoby wspinającej się po szczeblach kariery w jednej branży. To mix pracy: barmanki, asystentko-tłumaczki w firmie budowlanej, dziennikarki, animatorki zabaw dla dzieci, korepetytorki z języka hiszpańskiego. I ciągle mi mało. Lubię wyzwania, lubię poznawać nowe rzeczy, nie umiem być monotematyczna. Przez długi czas miałam do siebie o to pretensje, że przecież jak to wygląda, że dla potencjalnego pracodawcy jestem "skończona", że nie wypada. Miałam żal do siebie, długo i namiętnie....ale już nie mam :-) Pozbyłam się poczucia winy, że robię coś źle, niezgodnie z wymogami rekruterów i oczekiwaniami innych. Znam swoją wartość, wiem, jak ciężko i uczciwie potrafię pracować, ile daję z siebie i jakie korzyści ma z tego mój przełożony. Jeśli praca mnie angażuje, jest rozwijająca i poszerza horyzonty - wchodzę w to, nawet na długo. Zmieniam pracę wówczas, gdy mnie spala, nie daje satysfakcji lub najnormalniej czuję, że czas na zmiany. Jestem multizadaniowcem, niespokojnym duchem, dynamitem, który życie traktuje jak jazdę na rowerze - musisz działać (pedałować), aby jechać do przodu.

W jednej dziedzinie jestem 100% monogamistką. Związek to dla mnie sprawa święta, w której wierność, przywiązanie i zaufanie są niepodważalne. Mam wspaniałego mężczyznę, którego nie zamienię na nikogo innego. Zresztą nie muszę, bo to miłość mojego życia <3 <3 <3

Do tego uwielbiam podróże. Wyzwalają we mnie pokłady pozytywnej energii, dają chwilę wytchnienia i pozwalają poznawać siebie lepiej i głębiej. Spełnieniem marzeń okazały się wyjazdu do Argentyny i na Kubę. Odwiedziliśmy również Sri Lankę, kawałek Polski i Europy. Ciągle jest tyle do zobaczenia... :-)

Jestem zakochana w psach rasy husky i malamut. Mają w sobie taki pierwiastek magiczny, uważam, ze łączy nas wiele. Są dumnymi indywidualistami, które potrafią pracować w grupie, troszczyć się o siebie i o człowieka, służyć mu w dogoterapii. Wiesz, te syberyjskie stworzenia wyzwalają u mnie taką energię, takie emocje i radość, że czasami aż wstydzę się swoich "dziecięcych" rekacji ;-) Jakich? No na przykład takich, że muszę, ale to muszę je pogłaskać i już. Nie mówiąc o szczeniakach, które trzeba obskakać z zachwytami "och!" i "ach!".  Zdjęć i gadżetów z ich podobiznami już nie liczę. Z pewnością domyślicie się co mam na pulpicie komputera i w jaki wzorek jest nasza pościel ;-) Kalendarz, etui na telefon, t-shirty i wiele wiele innych drobiazgów... ;-) Marzy mi się taki pieseł, ale na razie warunki mieszkaniowo-pracowe nie pozwalają posiadać wilka. Bo i on musi mieć dobre życie z nami. 

Mam wspaniałych przyjaciół, których uwielbiam. Są integralną i niepodważalną częścią mojego dobrego życia. Mimo, że wszyscy są rozproszeni po całej Polsce i świecie, to doskonale wiemy, że możemy na siebie liczyć, a tematy do rozmów nigdy się nie kończą.

Uwielbiam język hiszpański. Pierwszy kontakt miałam z nim w roku 2008 i od tamtej pory towarzyszy mi niemal codziennie. Długa i sumienna nauka popłaciła spełnieniem marzeń, a do tego przyszło mi stanąć po drugiej stronie biurka, czyli uczę innych-młodszych i starszych :-)

I to jest właśnie to moje dobre życie. Resztę dowiesz się czytając kolejne posty.

Pozdrawiam,
Daria







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz